Strona główna Polecane „Z nogi też potrafię fajnie strzelać”. Rozmowa z Aleksandrą Karpuk

„Z nogi też potrafię fajnie strzelać”. Rozmowa z Aleksandrą Karpuk

O kobietach w wojsku rozmawiamy z szer. Aleksandrą Karpuk, Mistrzynią Świata Karate Kyokushin organizacji KWF, a na co dzień żołnierzem 7. Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Dlaczego zainteresowała się Pani karate?

Kpr. Aleksandra Karpuk: Mój tata trenował wcześniej karate kyokushin. Jak byłam małą dziewczynką, zabrał mnie na mistrzostwa karate w Ustce. Tam byłam wpatrzona w dziewczyny, które walczą na macie i doszłam do wniosku, że chciałabym robić to samo co one. Wkrótce potem zaczęłam trenować razem z tatą. Kluczowym momentem było przyglądanie się tym zawodom i obserwowanie jak wygląda walka kobiet. Wtedy miałam 8 lat i nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi, ale widziałam ten błysk w oczach walczących kobiet i to mi się spodobało.

Co w karate jest takiego fascynującego, że kobiety decydują się wyjść na matę i walczyć z innymi?

AK: To na pewno chęć zdrowej rywalizacji. Ciągłe doskonalenie samego siebie i swoich umiejętności. Cały czas trzeba się doszkalać. Nie można stać w miejscu, bo jeżeli stoimy w miejscu to tak naprawdę cofamy się.

Trzy lata temu została Pani mistrzynią świata Karate Kyokushin organizacji KWF.

AK: Tak, ten tytuł już ze mną zostanie. Wywalczyłam go w 2018 roku i mogę go bronić dalej. To były ostatnie zawody w których startowałem. Pandemia pokrzyżowała mi plany startu w kolejnych, ale te mają być zaplanowane na drugą połowę tego roku.

Skąd pomysł na wstąpienie do Wojsk Obrony Terytorialnej?

AK: Z chęci sprawdzenia się i niesienia pomocy innym. Natomiast sama służba jest też dla mnie wygodna, bo jestem studentką dziennych studiów na Akademii Wychowania Fizycznego. Służba w WOT pozwala jednocześnie realizować się w obszarze osobistym i wojskowym. 

Czy realizuje Pani jakieś działania na rzecz walki z pandemią?

AK: Tak. Od momentu rozpoczęcia pandemii współpracowałam z policją. Brałam udział w patrolach, kontrolowałam przebywających na kwarantannie i w izolacji. Natomiast od listopada ubiegłego roku pomagam pracownikom Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej.

Czyli można powiedzieć, że aktywnie przyczynia się Pani do tego, by możliwie najszybciej można było ponownie oglądać zawody karate na żywo.

AK: Od początku biorę udział w działaniach antykowidowych. Każdy chce, żeby to wszystko wróciło do normalności, więc działam i robię co tylko mogę.

Czy jest coś czego mistrzyni karate może nauczyć żołnierza WOT? I nie mówię tutaj o tym, co naturalnie jako pierwsze przychodzi na myśl, czyli o samej sztuce walki. Czy jest coś, co mistrz sportowy może wnieść do WOT?

AK: Poza tymi umiejętnościami o których Pan wspomniał, widzę wiele podobieństw. Sama sztuka walki kieruje się swoistą etykietą dojo. Możemy to porównać do wojska. Tak jak mamy stopnie w wojsku, tak podobnie mamy stopnie w karate, hierarchię i szacunek do osób z większym doświadczeniem. Karate uczy pokory i dyscypliny, samozaparcia w dążeniu do celu. Myślę, że takie umiejętności mogą być dla żołnierza przydatne.

Czy miała Pani okazję sparować się z którymś z żołnierzy? Jak wypadli?

AK: Tylko na punktach nauczania, przy okazji prowadzonych zajęć z walki wręcz. Ale to oczywiście był tylko trening.

Widok kobiet w wojsku dzisiaj nikogo już nie dziwi. Jednak na pewno niecodzienny jest widok mistrzyni karate w jednostce wojskowej. Czy spotkała się Pani z jakąś nietypową reakcją, albo wyjątkowym traktowaniem z tego powodu?

AK: Na początku większość ludzi traktuje mnie z dużym dystansem. Co prawda nie mam na czole wypisanych wszystkich swoich osiągnięć [śmiech], ale zapewne swoją postawą i energią jestem w takim sposób odbierana. Później, po bliższym poznaniu często słyszę że „jestem w porządku”, a ten początkowy dystans wcale nie był potrzebny.

Jakie były pierwsze wrażenia po przekroczeniu bram jednostki wojskowej? Czy były jakieś obawy, czy może do wojska trafiła Pani z dużą pewnością siebie?

AK: Nie miałam żadnych obaw jeżeli chodzi o sferę fizyczną. Raczej miałam obawę o to, co niespodziewanego może mnie spotkać. Pamiętałam jednak, że mam wsparcie rodziny. Widziałam ich dumę, kiedy założyłam mundur. W trakcie projektu Morowe Dziewczyny poznałam też inne wyjątkowe kobiety: matkę siedmiorga dzieci, dyrektorki, pielęgniarki, prawniczki. To był dla mnie dowód na to, że ta służba nie koliduje z życiem osobistym. Widziałam, że nawet całe rodziny wstępują w szeregi WOT, to jest naprawdę fajne.

Wiem, że Dzień Kobiet spędziła Pani w nietypowy sposób. Czym jest projekt Morowe Dziewczyny?

AK: Projekt był pomysłem dowództwa. W naszej formacji jest dwa razy więcej kobiet niż w innych służbach mundurowych. 14 dziewczyn z całej Polski dostało możliwość wzięcia udziału w projekcie Morowe Dziewczyny. Ja reprezentowałam 7 Pomorską Brygadę Obrony Terytorialnej. Spotkałyśmy się w Warszawie przy okazji realizacji specjalnych nagrań i sesji zdjęciowej. Pandemia pokrzyżowała nam dalsze plany i zaplanowana wcześniej wystawa zdjęć nie odbyła się. Zostałyśmy jednak zaproszone do Pałacu Prezydenckiego, które poprzedziło spotkanie z Generałem Kukułą. Pan Generał okazał się bardzo otwartą osobą. Porozmawialiśmy o naszych działaniach w trakcie pandemii.

Jak wyglądało spotkanie w Pałacu Prezydenckim?

AK: Najpierw zostałyśmy oprowadzone po samym pałacu, a następnie w jednej z sal spotkałyśmy się z Pierwszą Damą. Rozmawiałyśmy o naszej służbie i o realizowanych przez nas zadaniach na rzecz walki z pandemią. Niestety ze względu na reżim sanitarny nie mogłyśmy wszystkie uczestniczyć w tym spotkaniu, ale Pierwsza Dama przyjęła nas bardzo ciepło. Wspominam to spotkanie bardzo miło.

Było też spotkanie z Panem Prezydentem?

AK: Osobistego spotkania nie było, ale Pan Prezydent nagrał nam krótki filmik. Kierował do nas życzenia z okazji Dnia Kobiet. Życzył nam zdrowia i podziękował nam za naszą pracę i zaangażowanie w walkę z COVID.

Czy mundur i fakt bycia żołnierzem może pomóc w karate? Przecież, można sobie wyobrazić sytuację w której Pani potencjalny przeciwnik przygotowując się do walki na macie, sprawdzi wcześniej w internecie z kim przychodzi mu się mierzyć. Wówczas może zobaczyć Pani zdjęcie w mundurze, a wtedy presja może być jeszcze większa. Czy to prawdopodobny scenariusz?

AK: Myślę, że mundur tak może działać. To bardzo podobne do momentu kiedy zakładam kimono. Można powiedzieć, że wówczas to w wojsku ludzie czują większy respekt. W środowisku karate słyszę jednak takie głosy: „Ola, teraz jesteś żołnierzem to jesteś jeszcze bardziej niebezpieczna, bo potrafisz strzelać”. Ale ja odpowiadam, że z nogi także potrafię fajnie strzelać [śmiech]. Myślę, że to razem świetnie współgra.

Czy rozmawiając ze swoimi koleżankami zachęca je Pani do wstąpienia do WOT, czy raczej odradza im ten pomysł?

AK: Na pewno nie odradzam, bo to bardzo wygodna forma. Pozwala na stworzenie pewnego balansu pomiędzy życiem osobistym, a służbą. Dodatkowo wojsko daje ogromną siłę kobietom. Otwierają się dla nich nowe możliwości i drogi do samorealizacji. Jak najbardziej zachęcam do służby w WOT.

Czy z okazji Dnia Kobiet jest coś czego życzyłaby Pani kobietom? Zarówno tym w mundurach, jak i tym które na co dzień munduru nie noszą.

AK: Życzę wszystkim kobietom żeby nie wahały się, żeby nie bały się i przede wszystkim wierzyły w swoje możliwości. Żeby zawsze robiły to co uważają za słuszne i nie kierowały się opinią innych. A przy tym żeby wciąż pozostały sobą.

Kpr. Aleksandra Karpuk – w szeregi 7 Pomorskiej Brygady Obrony Terytorialnej wstąpiła w maju 2019 roku. Na co dzień służy na stanowisku dowódcy drużyny w plutonie wsparcia 71 blp w Malborku.

Rozmowę przeprowadził: szer. Maciej Boryń